Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 63 gości 

Reklamy

Reklama

Kampol

Sport błogosławieństwem? Drukuj

Żyjemy w czasach, w których szuka się sensacji. To co obecnie się liczy, to wyjątkowe wyniki, rekordy i specjalne osiągnięcia. Jeden przed drugim chce być lepszym... ale bardzo często prawidła „Fair play” są łamane, a mierniki osobistego charakteru lekceważone. W sporcie piłki nożnej bramki zdobywane są czasami ręką i to tak, by sędzia tego nie zauważył. 

Czy nowocześnie uprawiany sport jest błogosławieństwem, albo też przekleństwem? 

Żyjemy w czasach, w których szuka się sensacji. To co obecnie się liczy, to wyjątkowe wyniki, rekordy i specjalne osiągnięcia. Jeden przed drugim chce być lepszym... ale bardzo często prawidła „Fair play” są łamane, a mierniki osobistego charakteru lekceważone. W sporcie piłki nożnej bramki zdobywane są czasami ręką i to tak, by sędzia tego nie zauważył. Zdobywca takiej bramki absolutnie się do tego nie przyznaje, a przeciwnie, z szyderczym uśmiechem na ustach chce, aby go wychwalano. Bramkarz przekupiony, w ewidentny sposób przepuszcza piłkę do bramki. Kierujący drużyną piłkarską prowadzi konszachty z drużyną przeciwną, by ta dała się pokonać. W lekkiej atletyce stosowane są różne środki dopingu po to, aby w niesportowy sposób pokonać przeciwnika i uzyskać jak najlepszy wynik. W jeździe figurowej na lodzie unieszkodliwia się rywalkę, aby ona potem nie mogła wystąpić na olimpiadzie. Podobne przykłady łamania zasady „Fair play” można by mnożyć. A mówi się, że ma obowiązywać zasada „Fair play”. A tymczasem – owszem stosuje się owe „Fair play”... ale zaszczute złymi psami.

A jak się to przedstawia w naszych nowocześnie uprawianym sporcie gołębiarskim? Rzetelna gra, nienaganne zachowanie się w każdej sytuacji, jest podstawą wszystkich sportowych czynności. Do tego należy również sportowa dyscyplina, tolerancja i fachowość. Wprawdzie dążenie do uzyskania dobrego wyniku stanowi bazę i cel w sportowej rywalizacji, ale temu celowi, aby go osiągnąć, nie może być podporządkowane w bezwzględny sposób wszystko inne a już wcale nie zasady szlachetnej rywalizacji. Jaką przyjemność doznaje sportowo myślący i tak odczuwający obserwator, gdy widzi jak pokonany składa gratulacje zwycięzcy, a tym samym uznaje, że ten lepszy zwyciężył. Będąc na odwiedzinach w Holandii, miałem możność widzieć jak hodowca przodujący w lotach potrafił ze mną pójść do swojego rywala i pogratulować mu sukcesu w locie. Widziałem też jak poszczególni hodowcy przychodząc po odbiór zaplombowanych zegarów, przynosili ze sobą różne podarunki i kładli je na stole. Potem przewodniczący komisji zegarowej czytał z listy konkursowej nazwiska – kolejno według zajętego miejsca, a każdy z wyczytanych podchodził do stołu i zabierał jeden z podarunków. Wszystko odbywało się w miłej i radosnej atmosferze przy wzajemnym uznaniu i poszanowaniu wyników. A oto inny przykład z Holandii przytoczony w miesięczniku „Gut Flug” w reportażu o wynikach lotu z Barcelony. Tegoroczny zwycięzca w skali narodowej z lotu z Barcelony został hodowca Bram Walpot. Gdy tylko w oparciu o meldunki o przylocie gołębi stało się jasnym, że właśnie on uzyskał pierwszą nagrodę i został zwycięzcą, wszyscy jego współkonkurenci poszli z kwiatami złożyć mu życzenia. Nazbierała się ponad 30 bukietów z kwiatami, a żona hodowcy – Merga Walpot, podziwiając piękno wszystkich złożonych kwiatów, powiedziała: „jest ich tyle, że mogłabym otworzyć sklep z kwiatami”, zaś Bram Walpot powiedział: „chcę jasno i otwarcie powiedzieć do czego dążę i co chcę osiągnąć i w tym nie ma nic przewrotnego. Nie można palcem wskazywać jeden na drugiego, gdy się nie udało. Należy w sposób sportowy, się zachować, wspólnie za sobą rozmawiać, jeden do drugiego telefonować i wzajemnie sobie gratulować”.

autor: Ks. Dr Józef Żyłka

Pełny tekst w numerze 01/2007 „Złotego Gołębia”

 

Kopiowanie treści czy fotografii bez zgody autorów zabronione.
Za publikowane treści odpowiada J&T Nowak - wydawca miesięcznika "Złotygołąb"