Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 15 gości 

Reklamy

Reklama
Louis van Loon - mistrz mistrzów Drukuj

Louis Van Loon – człowiek, o którym słyszał cały świat. To prawdziwy geniusz naszego sportu, który nie przywykł do udzielania wywiadów. Znaczna ilość hodowców, dzięki gołębiom nabytym od Louisa Van Loona zaistniało w naszym sporcie. Wielu mistrzów czerpało porady i gołębie właśnie od niego, więc śmiało można powiedzieć, że jest on „producentem” asów i chodzącą encyklopedią.

Zapoznając się z historią międzynarodowego sportu gołębiarskiego, szukając wyjątkowych linii hodowlanych, oryginalnych super rodowodów, da się zauważyć, że istniejąca aktualnie duża liczba czołowych linii wywodzi się od kilku zaledwie „szczególnych gołębi bazowych” z bardzo dalekiej przeszłości.

Cały artykuł dostępny jest w numerze 9 (wrześniowym 2011) miesięcznika "Złoty Gołąb" - tylko tam znajdziesz szczegóły dotyczący hodowli Louisa Van Loon

Szczególne rodowody – choć my wolimy mówić „szczególne gołębie bazowe” – w kolejnych pokoleniach zawsze dają początek rodowodom „nowych super gołębi”. Innymi słowy „szczególne gołębie bazowe”, w których posiadanie – być może przez przypadek – wszedł jakiś arcysławny dziś hodowca, dają początek wielu dobrym i bardzo dobrym liniom hodowlanym. Teoria jest następująca: nazwisk typu Janssen, Aarden czy Van Loon jest niewiele. Ludzie tego pokroju swoje hodowle rozpoczynali w pierwszej połowie XX wieku jeszcze przed wybuchem II wojny światowej lub tuż po jej zakończeniu. Dziś są to sędziwi panowie lub już nie żyją. Wszystkich tych wybitnych hodowców łączy jedna cecha: byli to prości ludzie, w tamtych czasach niespecjalnie majętni, za to cechowała ich wyjątkowa wprost pracowitość i wytrwałość w dążeniu do celu. Całkowicie i konsekwentnie oddali się hodowli gołębi. I choć ambicja – jak wszystkich ludzi – bez wątpienia napędzała także ich, to jednak powoli i wytrwale kontynuowaliby swoje hodowle nawet wówczas, gdyby nie odnieśli tak spektakularnych sukcesów. Bo ich celem nie był sukces, lecz obcowanie z fascynującym zwierzęciem: gołębiem pocztowym. A sukces przyszedł niejako przy okazji, jako miły skutek uboczny podporządkowania swojego życia ptakom. Gdzieś kiedyś jako kilkunastoletni czy dwudziestokilkuletni młodzi mężczyźni mieli to szczęście, że w ich ręce przypadkowo wpadły okazy o wybitnych wprost cechach lotowych: gołębie inteligentne, emocjonalnie stabilne, o bardzo dobrej budowie ciała i wyśmienicie wykształconym zmyśle orientacji. I tu nastąpiło zderzenie dwóch sprzyjających okoliczności: ludzkiej pracowitości i konsekwencji oraz gołębiego super talentu. Właśnie tak powstały „szczególne gołębie bazowe”, których krew płynie w nowoczesnych, współczesnych nam hodowlach XXI wieku.

W dalszej części artykułu gołębie te określać będziemy mianem ”dominujących gołębi rozpłodowych” (samiec lub samica) lub mianem „dominującej pary rozpłodowej”, które stoją u podstawy wieloletnich sukcesów na najwyższym poziomie. W książkach poświęconych historii sportu gołębiarskiego, w różnego rodzaju publikacjach encyklopedycznych czy w artykułach opisujących prominentne hodowle stale mówi się o wyśmienitym rodowodzie, jednak po bliższym przyjrzeniu się okazuje się, że cała historia „kręci się” wokół jednej konkretnej „super pary”, czy wokół jednego lub kilku wybitnych gołębi bazowych i ich bezpośredniego potomstwa. Wiele z tych książek czy doniesień prasowych spowodowało, że inni hodowcy zaczęli starać się posiłkować gołębiami (zdobywać „świeżą krew”) od tych czołowych hodowców. W wyniku takiego postępowania cechy dominujące gołębi pochodzących od czołowych hodowców pozwoliły stworzyć bazę odnoszącą sukcesy także u innych hodowców, którzy je nabyli. Wymienianie nazwisk jest ryzykowne choćby dlatego, że nie sposób jest wymienić ich wszystkich. Wystarczy jednak przyjrzeć się uważniej dobrym gołębnikom w Holandii, w Niemczech czy – od niedawna – także w Polsce, by stwierdzić że kilka stale się powtarza. Wśród gołębi długodystansowych, w szczególności tych lotujących na wielkim długim dystansie („z nocowaniem”) jest to nazwisko „Jan Aarden” oraz stary „rodowód Steeberga” stworzony przy współudziale starego przyjaciela. Natomiast wśród gołębi średniodystansowych oraz gołębi długodystansowych o najwyżej jednodniowym czasie trwania lotu bazy tworzone są nadal na gołębiach „Janssen Arendonk” oraz gołębiach Louisa Van Loona z belgijskiej miejscowości Poppel.


[...]


Ogromna skromność

Prawie pół wieku temu w odwiedziny do Louisa Van Loona przybył Albert Vanderflaes. Z Poppel wyjechał z koszem gołębi. „Kupił je dla braci Janssens”, powiedział Louis Van Loon, „Mam 100% pewność, chociaż nigdy więcej na ten temat nie padło żadne słowo.”

Jak wiadomo, sport gołębiarski jest bardzo popularny w Holandii i w Belgii. W każdy weekend dziesiątki tysięcy gołębi są wypuszczane i oczekiwane przez tysiące hodowców. Należy pamiętać, że jest to sport, który nadal największą popularnością cieszy się głównie wśród klasy pracującej, wśród zwykłych ludzi. Jednak klasa pracująca musi na równi współzawodniczyć z finansowo dobrze sytuowanymi profesjonalnymi hodowlami.

Zwykli ludzie nie dysponują takimi pieniędzmi, które pozwoliłyby im wznosić nowoczesne gołębniki, zatrudniać w nich menedżerów i pracowników, czy zakładać wielkie hodowle rozpłodowe zwane stacjami hodowlanymi. Przeciętny europejski hodowca musi prowadzić dobrą selekcję, poświęcać hodowli czas i pracę oraz nabywać doświadczenia, by móc konkurować z innymi.

Właśnie to tło czyni historię Louisa Van Loona tak wspaniałą. On także należał do tej grupy hodowców i w ogóle ludzi, którzy ciężko pracowali przez całe swoje życie. Zawodowo był kierowcą ciężarówki, zatrudnionym w miejscowej fabryce. Wraz z żoną wychował dzieci, zajmował się domem. Van Loon stał się sławą, konkurującą z najpotężniejszymi, najbogatszymi i najbardziej aroganckimi gołębnikami w Belgii. Drogi Czytelniku, poznasz teraz jeszcze ciekawsze szczegóły kariery naszego bohatera.

Niektóre rejony Belgii stały się ośrodkami sportu gołębiarskiego oddziałującymi na cały świat. Jednym z najsłynniejszych jest Unia Antwerpska. Wszyscy miłośnicy gołębi pocztowych na całym świecie słyszeli już kiedyś o Unii Antwerpskiej, będącej czymś w rodzaju „uniwersytetu hodowli gołębi pocztowych” – przynajmniej w opinii niektórych ludzi.

Przykładowe nazwiska związane z tym środowiskiem, które mogłeś kiedyś usłyszeć to: Huyskens Van Reil, Martin Van Tuyn, Stan Raaymakers, Serge Van Elsecker i wreszcie “killer z Unii”, William Geerts. Znajdują się tam gołębniki zasługujące na dużą uwagę, jednak na terenie Belgii istnieje też wiele innych rejonów, które nie są traktowane z taką uwagą przez opinię publiczną.

Jednym z takich rejonów są okolice w pobliżu granicy holendersko-belgijskiej. Ten rejon Belgii znany jest na całym świecie i to właśnie tutaj mieszkają bracia Janssen z Arendonk. Chyba nie ma hodowcy na świecie, który nie zetknąłby się z ich wspaniałymi ptakami – czy to w rzeczywistości, czy podczas lektury jakiegoś artykułu. Janssenowie mieszkali tutaj przez całe swoje życie, a dokładniej w miejscowości Arendonk (Belgia). Jednak Arendonk swoją światową reputację zawdzięcza nie tylko braciom Janssen. Imię tej miejscowości rozsławili też inni hodowcy.


[...]


Czytelniku, zastanawiasz się, dlaczego jego gołębie tak dobrze sobie radziły? Z powodu poświęcenia, mój przyjacielu. Wstawał o wschodzie słońca. Na kilka godzin przed rozpoczęciem pracy. A spać kładł się późno w nocy. I tak 365 dni w roku. Jego wyniki przeszły do historii. Jest to naprawdę jeden z najwspanialszych hodowców, lotujących kiedykolwiek w Belgii i w świecie. Van Loon stworzył drużynę wdowców, z którą mógł konkurować przeciw wszelkim zawodowcom, bogaczom i sławom. Ten fizyczny pracownik z Poppel urzeczywistnił to, o czy każdy marzy: bez końca wygrywał, wygrywał i wygrywał. Przez wiele lat dosłownie terroryzował cały swój rejon, stał się mimowolnie symbolem zła, wrogiem publicznym numer jeden, niepokonanym czarnym rycerzem, pozostając przy tym bardzo skromnym człowiekiem. Ludzi „zalewała krew”, nie potrafili pogodzić się z tym, jak dalece ich dystansuje. Jednak nigdy nie popisywał się, zawsze pozostawał skromny. Mówił: “Popełniłem jeden wielki błąd, lotowałem zbyt dobrze przy za dużej ilości gołębi.”

Czytelniku pytasz, dlaczego się tak korzył? Ponieważ “dobrzy ludzie” skazali go na banicję. Zabroniono lotować mu na średnim dystansie do momentu podpisania oświadczenia, że nigdy więcej nie będzie obstawiał zakładów. Oczywiście Louis podpisał zobowiązanie. Czy należy obwiniać jego konkurentów? I tak nie mieli żadnych szans. W tym czasie mówiono, że aby pokonać Van Loona, należy lotować gołębiami „Van Loon”.

Van Loon twierdził, że był zbyt dobry i że lotował zbyt dużą ilością gołębi. Iloma gołębiami lotował? Uwierzysz, że zaledwie dwudziestoma wdowcami?! Nie koszował więcej niż 12 tygodniowo, za to wygrywał wszystko, co się dało. A pan Van Loon nie zmienił się w ogóle, pozostał taki, jaki zawsze był: skromny, pełen szacunku do innych, uczciwy.


[...]


Skąd wzięły się gołębie Van Loona w Stanach Zjednoczonych? Pobudka! Podaję przykład. Kilka lat temu niejaki pan Campbell Strange zaimportował od Gysa Petersa do Stanów Zjednoczonych gołębia „Super 73”. W jego katalogu można przeczytać cytat p. Strange’a: “Za gołębia zapłaciłem czterocyfrową sumę. To prawdziwa gratka.” Super 73 to najlepszy gołąb wyeksportowany kiedykolwiek do Stanów Zjednoczonych. A linia Super 73? Oczywiście, Van Loon!

....


Cały artykuł dostępny jest w numerze 9 (wrześniowym 2011) miesięcznika "Złoty Gołąb" - tam znajdziesz szczegóły dot. hodowli Louisa Van Loon

 

Kopiowanie treści czy fotografii bez zgody autorów zabronione.
Za publikowane treści odpowiada J&T Nowak - wydawca miesięcznika "Złotygołąb"