Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 80 gości 

Reklamy

Reklama

Kampol

Mistrzowie i ich „wdowy” Drukuj

Najlepsi hodowcy zadają sobie wiele trudu, aby swoim „wdowom” zapewnić odpowiednie warunki i dobrą opiekę. Nie jest błędem, aby na wzór mistrzów wprowadzać zmiany w wyposażeniu gołębnika lub zmieniać coś w sposobie pielęgnacji „wdów”.

"Wdowieństwo” znane stało się przed wielu laty, gdy najwięksi mistrzowie wygrywali wszystkie loty konkursowe, a ich gołębie wciąż odnosiły sukcesy. Większość hodowców stosujących metodę „wdowieństwa” milczała jak grób, również prasa fachowa niewiele i niezbyt szczegółowo o tym pisała. Większości hodowców, stosujących tzw. metodę gniazdowa, pozostawało jedynie domyślanie się powodów sukcesów odnoszonych w mistrzowskich gołębnikach.

Pamiętam zdarzenie, którego z pewnością nigdy nie zapomnę. W roku 1929, kiedy pomagałem przy gołębiach, zostałem zaangażowany w liczenie gołębi, które miały wziąć udział w treningach. Był tam również Jef Vandenbossche, jeden spośród dwóch słynnych braci z Tielt, z sześćdziesięcioma niebieskimi, nieco rozdrażnionymi gołębiami. Poprosił on, aby jego gołębie włożono do specjalnych koszów. Zakazał również, aby umieszczać tam samice. Pozwolono mu na takie rozwiązanie. Gdy wieczorem opowiedziałem o tym ojcu, przez moment nie wątpił on w to, iż mistrzowie Vandenbossche przygotowują swoje gołębie inną metodą tzw. metodą „wdowieństwa”. Bracia Vandenbossche, będący wówczas bliskimi przyjaciółmi Edvarda Havenith, nauczyli się od niego tej właśnie metody.

[...]

O tym epizodzie z gołębiami wspomniałem, dlatego, że bracia Vandenbossche mieli wówczas duże problemy, aby „wdowom” zapewnić jak najlepsze warunki. Rozwiązywali oni je na swój sposób. Wdowy umieszczali oni w gołębniku swego pracownika, oddalonym o kilka kilometrów od miejsca startu. Postępowali tak, o czym opowiadał później Jef Vandenbossche, aby nie rozdrażniać gołębi bliską obecnością samic. Już wtedy wdowy trzymano w pojedynczych klatkach. Niektórym z nich nadawano nazwy pochodzące od numerów klatek, np. mówiło się o klatce nr 1 lub gołębicy nr 7.


Całość artykułu dostępna w 7 numerze (lipcowym) czasopisma "Złoty Gołąb"

 

Kopiowanie treści czy fotografii bez zgody autorów zabronione.
Za publikowane treści odpowiada J&T Nowak - wydawca miesięcznika "Złotygołąb"