|
Sportowa hodowla gołębi pocztowych stawia coraz większe wymagania. Kuszące reklamy producentów specyfików dla gołębi nie pozwalają nam hodowcom przechodzić obok tego faktu obojętnie. Silna wola i systematyczna praca mogą te zapędy ograniczać. Takim przykładem są bohaterowie naszego artykułu. A to czy idą właściwą drogą niech świadczą o tym wyniki.
Początki hodowli Od dawna chciałem mieć gołębie pocztowe. Mówi Franciszek: był rok 1979 i trochę przypadkowo sprowadziłem 6 młodych od dobrego, na te czasy, hodowcy z Oddziału Strzelce Opolskie - Józefa Popendy. Z tak małej ilości udało się w szybkim czasie dochować się kilku lotników. Chociaż wtedy naprawdę nie hodowano wiele gołębi. Wielu hodowców miało stado, a raczej stadko, nie przekraczające 20 lotników. Rok później do- kupiłem kilka gołębi od dobrego hodowcy z Jemielnicy (nazwiska nie pamiętam), a hodowca ten już nie żyje. Krzyżówki tych gołębi z gołębiami J. Popandy dały kilka dobrych lotników. Stado moje plasowało się w mocnym Oddziale Strzelce - Opolskie, często w pierwszej 15 - ce listy konkursowej. Przyszedł pechowy rok 1988. Nasza kabina jadąc w kierunku Zielonej Góry, skąd miał odbyć się lot, ma wypadek. Przy wymijaniu, na wąskiej drodze, podczas tego manewru, auto zjechało na miękkie pobocze i kabina przewróciła się na prawy bok. Zgniecionych i zabitych zostaje wiele gołębi. Pech chciał, że akurat z tej strony były nasze ptaki. Odrobina szczęścia jednak nas nie opuściła i z katastrofy wraca nasz najlepszy lotnik. Pamiętam do dziś jego numer obrączki - 126800 - 80r. Ptak ten miał jeszcze bardzo dobre rodzeństwo - 5 braci i jedna siostra. Gołębie te zostały jako młode po gołębiach, które zginęły w kabinie. 800 - ka razem ze swoim rodzeństwem dały początek nowej hodowli. Wyniki szły w górę, ale brakowało szybkości. Lata 90 - te nie były tak obfite w dostęp do bardzo dobrego i szybkiego materiału hodowlanego. Te najlepsze były dla nas zbyt drogie.
Przełom w hodowli Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawia, że w 2004r. gołębie takie otrzymujemy w prezencie. W Bohum w Niemczech mieszka mój kuzyn Józef Karczmarczyk, który również hoduje gołębie pocztowe. Jego z kolei szczęście polegało na tym, że zaprzyjaźnia się z Horstem Braukam-perem. Lotują na jeden zespół. Kuzyn zajmuje się hodowlą, a Horst mając duże możliwości finansowe sprowadza materiał hodowlany z najwyższej półki. Wzrok Jego skierowany jest przede wszystkim na stację hodowlaną Wernera Steller-manna. Stellermann znany wtedy właściciel potężnego marketu z dywanami, wielki miłośnik gołębi pocztowych, zakłada przy markecie stację hodowlaną a do gołębników sprowadza same asy. Takiego skupiska super lotników nigdy i nigdzie nie było w jednym miejscu i chyba już nigdzie nie będzie. Najlepsze gołębie Belgii, Holandii i Niemiec trafiają do stacji. Oto kilka z nich: „Mandag" - 17 x 1 konk., „Super 500" - 14 x 1 konk., „Raket" - 25 x 1 konk., „Zwart Kadett" - 17 x 1 konk., „Prinzess" -10x1 konk., „Titan" - 22 x 1 konk., „De King" - 18 x 1 konk., „Rotę Baron" - 31 x 1 konk., „Pico" - 17 x 1 konk., „Chaline" - 1 As samica Niemiec 1997r. H. Braukamper zakupuje młode u Stellermanna głownie z tych ostatnich wymienionych. Młode z „Pico" i „Rotę Barona" i „Chaline" trafiają do wspólnego gołębnika zespołu Kaczmarek - Braukamperr. „Rotę Baron" był najlepszym gołębiem Belgii w lotach dalekodystansowych w sezonach 1993 i 1994, a „Pico" na 156 wkł. zrobił 153 konkursy. Rewelacja! Od autora: już w sezonie 2005 młode po sprowadzonych oryginałach od Kaczmarczyka pokazują swoją klasę w gołębnikach D..i F. Kaszów. Piąty przodownik w lotach gołębi młodych, czy 8 lotnik młodych Okręgu już dają nam satysfakcję. Zakładamy sobie nowe cele. Mówi Franciszek: aby to osiągnąć stawiamy mocno na higienę gołębników. Wszyscy wiemy, że mocny rozpłód plus zdrowie gołębi, to dwa podstawowe czynniki do osiągania sukcesów. Rytualnie codziennie 6.00, to czas sprzątania gołębnika. Dalszy ciąg artykułu w nr. 12 (grudzień) 2009 w czasopiśmie "Złoty Gołąb" |